Ładnie opowiedziana historyjka steamoperowa, bo punku w tekście zabrakło. Tekst idealnie wpisuje się w konwencję, może nawet zbyt idealnie. Mamy protagonistę-awanturnika, mamy dziwne parowe wynalazki i przeciwnika, który wypacza zasady działania sprzętu dla swoich niecnych celów. Jest też śledztwo, które niestety zostaje rozwiązane przez autorkę. Pomimo kilku wrzuconych wskazówek, śledztwo zostaje rozwiązane, gdy bohater wpadnie na pomysł, który niestety nie może wpaść do głowy czytelnikowi. Niemniej dobrze napisany tekst rozrywkowy z ciekawą wizją alternatywnego wieku pary. Dla lubiących parowe klimaty.
Myśli spływające do rynsztoka. Opinie, które zmieszczą się na listku papieru toaletowego.
piątek, 1 listopada 2013
Pocztówka z Londynu
Złodziej dusz, Karolina Bujnowska-Brzezińska, Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2013
wtorek, 8 października 2013
Lubię piosenki, które już kiedyś słyszałem
Hobbit z objaśnieniami, J.R.R. Tolkien, wstęp i objaśnienia Douglas A. Anderson, tłum. Andrzej Polkowski (przekład powieści), Agnieszka Sylwanowicz (wstęp i objaśnienia), Bukowy Las, Wrocław 2012
To co czytamy z przyjemnością, z przyjemnością przeczytamy ponownie. Ten cytat z Ars Poetica Horacego otwiera Hobbita z objaśnieniami. Nie pamiętam, który raz czytałem Hobbita, ale niezmiennie dostarcza mi on niezwykłej przyjemności. Cieszę się, że po tłumaczeniach Marii Skibiniewskiej i Pauliny Braitner udało mi się przeczytać przygody Bilba w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego.
To co czytamy z przyjemnością, z przyjemnością przeczytamy ponownie. Ten cytat z Ars Poetica Horacego otwiera Hobbita z objaśnieniami. Nie pamiętam, który raz czytałem Hobbita, ale niezmiennie dostarcza mi on niezwykłej przyjemności. Cieszę się, że po tłumaczeniach Marii Skibiniewskiej i Pauliny Braitner udało mi się przeczytać przygody Bilba w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego.
Tekst uległ znacznemu uwspółcześnieniu, ale cieszy też fakt, że tłumacz postawił tradycyjne formy. Gollum syczy mój ssskarbie, trolle łapią włamyhobbita itd. Za to w Mieście na Jeziorze mieszkają: Jezioranie (dość nieszczęśliwie dobrana forma). Całość jednak zyskała na świeżości i większość zgrzytów prawdopodobnie wynika z przyzwyczajeń do tradycyjnych form. Szkoda tylko, że Polkowski nie zdecydował się na formę: karły, bliższą intencji Tolkiena od nieszczęsnych krasnoludów.
Największą zaletą tej pozycji, poza oczywiście powieścią w nowej odsłonie, jest masa ilustracji, przypisów i komentarzy do tekstu, a także przytoczone fragmenty, których treść zmieniała się z czasem, wraz z poprzednimi wersjami. Dzięki ilustracjom z wydań z całego świata widać wyraźnie jak szeroki zasięg miała proza Tolkiena. Poprzednie wersję tekstu pozwalają za to zajrzeć za zasłonę do warsztatu pisarza.
Wydanie w twardej oprawie w dużym formacie może być ozdobą każdej biblioteczki.
Treść natomiast raczej dla tych, którzy Hobbita znają, lubią i chcieliby więcej.
poniedziałek, 7 października 2013
Zmiany pędem biegną
Ucichłem ostatnio. Nie znaczy to, że nie czytałem nic przez przeszło dwa miesiące. Przeciwnie, stukneło kilka zaległych Nowych Fantastyk. Z uśmiechem na gębie przeczytałem Hobbita z objaśnieniami, rewelacyjne wydanie klasyki z mnóstwem przypisów, ilustracji i komentarzy. Zawiodłem się czytając nowe pozycje postapo Gwiazdozbiór psa i Kolumny niebios. Dałem się wciągnąć w hipnotyzujący świat Morfiny Szczepana Twardocha. Wsiadłem także do steamoperowej kolejki górskiej Marka Hoddera w jego Nakręcanym człowieku. Ach, zwiedziłem także szkołę Cetnarowskiego w I dusza moja.
Trochę tego było.
Wpadłem w cykl treningowy, reżim potężny, bo niespotykany wcześniej w życiu. Daje mi to niezłego kopa, bo jeszcze rok wcześniej nie uwierzyłbym, że cokolwiek zmusi mnie do wyjścia na 10-kilometrową przebieżkę w deszczowy, wrześniowy wieczór o 22:30. A jednak. Sam się zmusiłem.
Czas wydzielony przez rzeczywistość (rodzinę, obowiązki, sen itp.) na lekturę i spisywanie myśli znacznie się skurczył. Wydłużył się za to czas przemyśleń.
Godzinny bieg jest czasem magicznym. Psychopaci powinni się bać biegania. To czas, kiedy jest się tylko ze sobą. Tylko z własnymi myślami.
Wcześniej starałem się napisać, chociaż kilka zdań o wszystkim co przeczytałem. Nie dam rady ciągnąć tego w ten sposób. Opowiadania, które mnie ruszą w jakiś sposób na pewno spowodują wrzucenie kilku zdań na bloga. Ale nie dam rady napisaćo wszystkich. Co do dłuższych form, to zamierzam nadrobić zaległości i spisać swoje opinie o zaległych lekturach. Także dla siebie, na przyszłość. A także zmienić tekst, z krótkich form udających recenzje, w opinie lub przemyślenia związane z tekstem. Imię recenzji w internecie jest Legion. Opinii i odczuć, dużo mniej.
Kiedyś pamiętałem wszystko, co kiedykolwiek przeczytałem, pamiętałem układ tekstu. Pamiętałem gdzie znajdowało się konkretne zdanie na stronie. Skończyło się to już kilka lat temu. Pamięć się zapełniła. Albo mózg się zestarzał i wyrzucił niepotrzebną w gruncie rzeczy umiejętność.
Dziś skończyłem Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Odbiłem się trochę od tej powieści, mam nadzieję, że uda mi się ubrać w słowa moje wątpliwości. Także najnowsza polska hard SF pójdzie na pierwszy ogień.
Pozdrawiam (o ile ktoś to jeszcze czyta ;) )
Adam 'gwylliam' S.
czwartek, 19 września 2013
Mętna impresja
Sztuka w zaścianku, Jakub Małecki, Nowa Fantastyka 08/2013
Inspirowana obrazem Jacka Malczewskiego opowiastka o życiu wioskowego głupka o wdzięcznym imieniu Pokrzyw. Krótki tekst nie dostarcza odpowiedzi na wiele pytań związanych z aurą niesamowitości otaczającą bohatera. Czytelnik pozostaje z wątpliwościami i obrazem wsi wymalowanym słowami przez Małeckiego. Należy zaznaczyć, że jeśli chodzi o klimaty rustykalne, to Radosław Rak bije Małeckiego na głowę. Sztuce brakuje sugestywności wizji Raka i klarowności obrazu. Małecki rzuca czytelnikowi obrazem w oczy i pozostawia samemu sobie z mętnym tekstem, który można zinterpretować na wiele sposobów. Tylko po co, bo tekst nie zachwyca.
środa, 18 września 2013
Nieudany hołd
Archiwum, Adam Przechrzta, Nowa Fantastyka 08/2013
Krótka fabuła w scenografii Powstania Warszawskiego. Łączniczka przeprowadza przez kanały dwóch żołnierzy mających dostarczyć kurierowi ważną, a jakże, przesyłkę. Dziewczę jest sprytne i, a jakże, chętne, ale panowie to prawdziwe, a jakże, chłopy na schwał. Elokwentni, ładni jak z obrazka, szlachetni i w wojennym rzemiośle bardzo sprawni. Kliszy tej, a jakże, nie łamie niestety twist opowiadania. Bohaterowie pozostają tacy sami.
Językowo też jest niezbyt przyjemnie. Zgrzytają współczesne kolokwializmy.
Zamiarem autora było oddanie hołdu Powstaniu, z czego tłumaczy się on w obszernym, a jakże, posłowiu. Prawdopodobnie niezbędnym, bo tekst sam się nie broni.
piątek, 12 lipca 2013
I jak byś się zachował? Mr Perfect?
I dusza moja, Michał Cetnarowski, Powergraph, Warszawa 2013
Krótka powieść redaktora-następcy legendarnego Macieja Parowskiego. Oto spełnia się czarny sen. Liceum w podwrocławskich Strzeszowicach zostaje zaatakowane. Padają strzały, krew uczniów i nauczycieli spływa po ścianach. W chaosie próbują się odnaleźć: uczennica liceum, ojciec tejże, młoda nauczycielka, dwóch policjantów i ekipa dziennikarzy. Z ich perspektywy przychodzi czytelnikowi śledzić fabułę.
Krótka powieść redaktora-następcy legendarnego Macieja Parowskiego. Oto spełnia się czarny sen. Liceum w podwrocławskich Strzeszowicach zostaje zaatakowane. Padają strzały, krew uczniów i nauczycieli spływa po ścianach. W chaosie próbują się odnaleźć: uczennica liceum, ojciec tejże, młoda nauczycielka, dwóch policjantów i ekipa dziennikarzy. Z ich perspektywy przychodzi czytelnikowi śledzić fabułę.
Są to spojrzenia bardzo osobiste. Często przerywane retrospekcjami, jakby obrazy, wspomnienia przesuwały się przed oczami bohaterów w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Dzięki takiemu zabiegowi Cetnarowskiemu udało się przedstawić szerokie tło postaci, ale nie ustrzegł się potknięć.
Postaci nie zaskakują, nikt nie łamie schematu doskonale wpisując się w nadana rolę. Może poza jedną z bohaterek, której halucynacje można odczytać jako fantastyczny wtręt w przyziemną materię powieści. Dodatek zbędny, silnie kontrastujący z resztą tekstu, odbiegający zarówno poziomem jak i nastrojem.
To co uderza w powieści Cetnarowskiego, to przeniesienie obrazu szkolnej masakry z szklanego ekranu telewizora, z mitycznej Ameryki w swojskie realia małego miasteczka. Autor nie przestrzega, to się może zdarzyć także u nas, mówi raczej, zobacz, gdyby to zdarzyło się u ciebie, gdyby dotyczyło twojej rodziny, jak byś się zachował, panie policjancie, panie dziennikarzu, pani nauczycielko.
Postaci sprawców masakry celowo ukryte są w cieniu, bo nie o nich jest powieść. To powieść o ofiarach i świadkach tragedii. Ciekawe jak ty byś się zachował, czytelniku?
środa, 3 lipca 2013
Kiczowaty pomnik z multiorgazmem
Mono no aware, Ken Liu, Nowa Fantastyka 6/2013
Masturbacja z wielokrotnym orgazmem nad japońską mentalnością, wrażliwością i wszelkimi następstwami tychże w obliczu całkowitej zagłady Ziemi ukazanej na podobieństwo Melancholii von Triera. Pochwała dzielnych Japończyków zdolnych do najwyższych poświęceń dla dobra społeczeństwa, dostrzegających ulotność świata i posłusznych bezwzględnie rodzicom i władzy zwierzchniej. W planie prawdopodobnie kolejny wyciskacz łez Kena Liu, pomnik narodowej dumy, wyszła natomiast nieznośna laurka. Rzecz o finezji cepa, przesłodzona do granic. Liu zapędził się w ślepy zaułek eksplorując emocjonalnie literaturę. Do rzygu ostatniego.
wtorek, 2 lipca 2013
Czy zombie marzą o niekończących się hossach?
Drugi oddech, Mike Carey, Nowa Fantastyka 6/2013
Marna próbka nowoczesnej prozy z komiksowo-serialowego poletka. Oto wzięty makler po kilku zawałach zaczyna rozumieć, że następnego zawału nie przeżyje. W związku z tym przygotowuje się, by zostać zombie. A gdy już umiera, odkrywa że gra na giełdzie nie idzie już mu tak dobrze, prawdopodobnie z braku krwi krążącej w żyłach. Potrzebuje emocji, których dostarczy mu pewna pani.
Napisane jest to poprawnie, w amerykańskim, filmowym stylu z onelinerami kończącymi bloki tekstu i obowiązkowymi fuckami tu i tam. Za to sensu i pomysłu brak. Dla fanów komiksowej estetyki. Dla innych prawdopodobnie strata czasu.
piątek, 28 czerwca 2013
Humpty Dumpty na murze siadł, Humpty Dumpty z tego muru...
Archiwista kulturowy, Jeremiah Tolbert, Nowa Fantastyka 6/2013
Lekko i z humorem o nihilistycznych ciągotach człowieka, o transhumaniźmie sprawdzającym się do atomizacji i uniformizacji społeczeństwa, wreszcie o niemożności akceptacji inności i dążeniu do jej podporządkowania i asymilacji, a w przeciwnym wypadku zagłady.
Lekkie ujęcie osłabia odrobinę siłę wyrazu, ale jednocześnie pozbawia patosu dramatyczną historię i sprawia, że wyróżnia się ona na tle ultrarealistycznych i często smutno-gorzkich tekstów. Poza tym naprawdę ciekawe ujęcie kultury jajkowatych obcych nazywanych tu Humpty (sic!). Spróbujcie wzruszyć ramionami nie mając rąk.środa, 26 czerwca 2013
Magia wielkiej płyty
Widma z czternastej dzielnicy (tryptyk), Jewgienij T. Olejniczak, Nowa Fantastyka 6/2013
Trzy krótkie teksty połączone miejscem akcji: Nową Hutą i tematyką. Oto w zwykłe życie zwykłych mieszkańców wkraczają wydarzenia conajmniej niesamowite. Drzwi jednego z mieszkań stają się bramą prowadząca wprost na inną planetę, zmarli chodzą między żywymi, tajemnicze spotkanie z przeszłości jest początkiem wywrotowej działalności.
Olejniczak oszczędnie serwuje elementy fantastyki, by przedstawić spostrzeżenia bardziej uniwersalne: o eskapistycznych marzeniach, o doświadczaniu zwykłego życia, o dziecięcych wyobrażeniach o dorosłych. Do tego w pereelowską nudę Nowej Huty wpuszcza autor szczyptę magii i niesamowitości dowodząc, że nie tylko Stare Miasto i Kazimierz w Krakowie może mieć magiczną stronę.
Trzy krótkie teksty połączone miejscem akcji: Nową Hutą i tematyką. Oto w zwykłe życie zwykłych mieszkańców wkraczają wydarzenia conajmniej niesamowite. Drzwi jednego z mieszkań stają się bramą prowadząca wprost na inną planetę, zmarli chodzą między żywymi, tajemnicze spotkanie z przeszłości jest początkiem wywrotowej działalności.
Olejniczak oszczędnie serwuje elementy fantastyki, by przedstawić spostrzeżenia bardziej uniwersalne: o eskapistycznych marzeniach, o doświadczaniu zwykłego życia, o dziecięcych wyobrażeniach o dorosłych. Do tego w pereelowską nudę Nowej Huty wpuszcza autor szczyptę magii i niesamowitości dowodząc, że nie tylko Stare Miasto i Kazimierz w Krakowie może mieć magiczną stronę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

