Pokazywanie postów oznaczonych etykietą new weird. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą new weird. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Wściekłe ptaki

Wojciech Szyda, Popiołun, Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2013

Upadek miasta ptakoludzi w sugestywnej opowieści Wojciecha Szydy. Świetnie budowane uczucie nieuchronnego końca i nastrój rozkładu. Świetny język pełen ptasich neologizmów, np: ptakurator, skrzydłonie itd. Jedyny zgrzyt, to dająca się wytłumaczyć, ale i tak nieprawdopodobna postawa tancerki Szpulki. Dziwny tekst, wpadający w konwencję new weird.

środa, 19 czerwca 2013

Lizanie cukierka przez papierek

Przedksiężycowi, Tom I, Anna Kańtoch, Powergraph, Warszawa 2009-2013

Na powierzchni nieznanej planety ląduje kilku podróżników zaintrygowanych i ruinami miasta, które zauważyli z orbity. Szybko okazuje się, że na planecie panują niezwykłe warunki – wszystko gnije, psuje się i rozpada w bardzo szybkim tempie. Entropia jest tak szybka, że nie pozwala nawet na reakcję w przypadku zranienia. Wydarzenia czytelnik obserwuje z punktu widzenia Daniela, jednego z badaczy, który może określić siebie jako szczęściarza, bo mimo tego, iż według innych przyciąga kłopoty, najczęściej udaje mu się wydostać z niekorzystnej sytuacji bez szwanku. To właśnie Daniel, będący człowiekiem z zewnątrz, zapewnia niezbędne zewnętrzne spojrzenie na wydarzenia rozgrywające w Lunapolis.
Lunapolis. Miasto-moloch. Pełne mechanicznych cudów, zarządzane przez tajemniczych Przedksiężycowych i zamieszkałe przez dążących do doskonałości obywateli. Każdy z mieszkańców specjalizuje się w jakiejś dziedzinie. Są doskonali artyści, są wojownicy, są także mordercy i złodzieje. Wszyscy wierzą, że doskonalenie siebie pozwoli im przeżyć Skok.
Czas Skoku wyznaczają Przedksiężycowi. Wtedy ci, którzy nie znaleźli ich uznania zostają przeniesieni do niższego świata, gdzie rozpoczyna się przyspieszony rozkład. Co ciekawe mieszkańcy Lunapolis mogą podróżować windami czasowymi do niższych światów i z powrotem, jednak ci, którzy nie przetrwali Skoku z jakichś powodów wrócić nie mogą.
To zaledwie wycinek całości bowiem Lunapolis jest właściwym bohaterem powieści. Poczynania bohaterów są ledwie pretekstem do pokazania kolejnych zakamarków miasta, od korporacji odpowiedzialnych za reprodukcję obywateli, przez wynalazców tworzących niezwykłe maszyny dla mieszkańców miasta, po rozkładające się resztki społeczności w niższych światach. Ilość pomysłów, ciekawych rozwiązań, nieszablonowych rozstrzygnięć jest naprawdę imponująca.
Niestety cała para idzie w gwizdek. Większość tematów jest ledwie zasygnalizowana. Autorka rzuca pomysł, na przykład: mieszkańcy Lunapolis zamawiają dzieci w jednej z korporacji Princepsi stawiają na specjalizację, mistrzostwo w jednej dziedzinie, Equilibrium to zrównoważony rozwój bez doskonałości w żadnej dziedzinie. Nie idą za tym nic, dla fabuły jest to o tyle istotne, że, według stanu wiedzy czytelnika pierwszego tomu powieści, Skoki przetrwają tylko najbardziej doskonali obywatele. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni rolę, poza funkcją klimatyczną, mechanicznego ptaka, czy pancerzy gangów w niższych światach.
Mnogość nieskrępowanych niczym pomysłów wydaje się być cechą współczesnej literatur new weird. Gorzej, że, podobnie jak w Viriconium Harrisona większość pomysłów to tylko scenografia, inaczej rozdmuchany efekt specjalny, wygenerowany by czytelnika-widza przytłoczyć i zaskoczyć, ale także zastąpić ciekawą fabułę.      
Można odnieść wrażenie, że Przedksiężycowi cierpią na nadmiar pomysłów, gadżetów tworzących sugestywny obraz wyludniającego się miasta na krawędzi rozkładu, ale w obrazie tym na razie brakuje sensu, istoty i kierunku. Oczywiście jest to pierwszy tom trylogii, ale miałka fabuła spycha bohaterów na dalszy plan eksponując miasto. Tom pierwszy wydaje się być, odwołując się do malarstwa, szkicem do panoramy Lunapolis. Niby widzimy ciekawe szczegóły tworzące razem intrygującą całość, ale autorka mnożąc byty nie podaje czytelnikowi żadnych odpowiedzi. Nie wiemy dlaczego świat przedstawiony funkcjonuje w taki sposób, kim mogą być Przedksiężycowi, w jaki sposób rządzą miastem. Stoimy przed rozległą panoramą i patrzymy z podziwem na efekty imaginacji autorki, ale nie wiemy nic. Szkoda, bo uchylenie rąbka tajemnicy zachęciłoby do ciągu dalszego. Pozostaje niedosyt.

            

środa, 5 czerwca 2013

Okiem muchy na krainę Oz

Appoggiatura, Jeff VanderMeer, Nowa Fantastyka 5/2013

Na Zielonych Tabliczkach zapisano tajemnice miasta Smaragdine. Tabliczki rozbito, miasto pogrzebał czas. Tekst składa się z krótkich fragmentów, które, jak fasety, pokazują fragmenty historii miasta, jego mieszkańców lub spadkobierców. Obraz jest niepełny, za każdym razem ogladamy inny fragment, z innego punktu widzenia. Całość daje wrażenie niepełności i chaosu. Słownikowe definicje przeplatają się z naukowymi rozprawami i historiami życia postaci. W efekcie czytelnik otrzymuje bełkot o tym, że w życiu ważniejsze jest gonić białego królika i cieszyć się wędrówką, niż osiągnąć cel. Pretensjonalne, zgrane. Słabo.

piątek, 17 maja 2013

Kapryśny jest czytelnik

Chimaerus, Jędrzej Burszta, Nowa Fantastyka 3/2013

New weird po polsku. Czarownik próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o swoim mistycznym pasażerze, tytułowym chimaerusie. Galeria dziwacznych postaci, obowiązkowe mechaniczne zwierzęta i magiczni mieszkańcy księżyca. Trochę rozważań o przemijaniu i starości. Tekst nie wyróżnia się niczym szczególnym, a new weirdowy sztafaż raczej przykrywa fabularną prostotę niż stanowi o sile opowiadania. Brak zaskoczenia na koniec, energii, po przeczytaniu tekstu refleksja mija szybko i nie pozostaje w pamięci. Nie mniej dla miłośników takich klimatów - pewnie warto.