Lekka historia o tym, jak szarlatan z wiejskim głupkiem na nimfę polowali. Czyta się to miło, szybko i przyjemnie, choć niektóre żarty wydają się wciśnięte nieco na siłę, a i zakończenie nie powala na kolana. Autor próbował wcisnąć się w buty Andrzeja Sapkowskiego, ale zabrakło wyraźnie inteligentnego dowcipu twórcy wiedźmina. Tym niemniej jako wytchnienie od tzw. poważnej literatury godne rozważenia. Myśli spływające do rynsztoka. Opinie, które zmieszczą się na listku papieru toaletowego.
wtorek, 21 maja 2013
Epigon goni miszcza
Nie wszystko złoto, co się świeci, Jacek Wróbel, Nowa Fantastyka 4/2013
Lekka historia o tym, jak szarlatan z wiejskim głupkiem na nimfę polowali. Czyta się to miło, szybko i przyjemnie, choć niektóre żarty wydają się wciśnięte nieco na siłę, a i zakończenie nie powala na kolana. Autor próbował wcisnąć się w buty Andrzeja Sapkowskiego, ale zabrakło wyraźnie inteligentnego dowcipu twórcy wiedźmina. Tym niemniej jako wytchnienie od tzw. poważnej literatury godne rozważenia.
Lekka historia o tym, jak szarlatan z wiejskim głupkiem na nimfę polowali. Czyta się to miło, szybko i przyjemnie, choć niektóre żarty wydają się wciśnięte nieco na siłę, a i zakończenie nie powala na kolana. Autor próbował wcisnąć się w buty Andrzeja Sapkowskiego, ale zabrakło wyraźnie inteligentnego dowcipu twórcy wiedźmina. Tym niemniej jako wytchnienie od tzw. poważnej literatury godne rozważenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz