Trzech panów w łódce
(nie licząc psa), Jerome K. Jerome, Zysk i S-ka, Poznań 2009, tłum. Tomasz
Bieroń
W pokoju
wynajmowanym od pani Poppets spotyka się trzech przyjaciół (i pies), by przy
winie, steku z cebulą i cieście z rabarbarem opowiadać fatalnym stanie zdrowia
wszystkich interlokutorów. Dla Jerome’a, Harrisa i George’a (oraz
Montmorency’ego) to znak, że czas odpocząć od zgiełku Londynu końca XIX wieku i
zmienić otoczenie. W takich przypadkach najlepsza, jak wiadomo, jest podróż
morska, ale wtedy zupełnie niepotrzebnie można narazić się na atak choroby
morskiej. Mając to na uwadze trzech dżentelmenów (i pies) postanawia popłynąć
łódką w górę Tamizy.
Tak
rozpoczyna się podróż po meandrach, śluzach, wioskach, miasteczkach, gospodach
i innych atrakcjach Tamizy od Kingston po Pangbourne. Gdyby autor, tak jak
pierwotnie zakładał, uczynił z Trzech
panów wyłącznie przewodnik turystyczny, czytelnik zapewne zacząłby ziewać
już przy drugiej stronie. Jerome uczynił coś całkowicie innego. Leniwą podróż
wzbogacił o zbiór ironicznych anegdot i opowieści przytaczanych przez
nieustraszonych wioślarzy, jak i przez barwny korowód postaci napotykanych po
drodze.
Dzięki
temu nie tylko mamy okazję przyjrzeć się XIX-wiecznej obyczajowości, ale także
(przede wszystkim!) z przyjemnością odnotować, że już w 1889 roku żyli
prekursorzy współczesnego angielskiego humoru. Absurd goni ironię, poganiany
przez obrazoburczy, gruby żart. Członkowie grupy Monty Pythona na pewno czytali
tą książkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz